PL / EN

Rodowity krakowianin. Z powołania nauczyciel, z wykształcenia anglista, z rozsądku businessman.  Syn malarki Wandy Macedońskiej. Kiedyś rysował, teraz pisze i fotografuje. Życie opiera na formach kolorach, emocjach i przeczuciach. Synestetyk, więc świat odbiera, mieszając zmysły. Indywidualista spod znaku Ryb, numerologiczna jedynka. Znak Zodiaku każe mu bezustannie utrzymywać się, jak rozbitkowi, na fali miotanej siłami przeciwnych sobie emocji, biegnących w dwie różne strony. Te przypływy i odpływy, tylko pozornie ze sobą skłócone, tworzą jego spójny świat. Niepokorny, uparty, kompulsywny. Niespodziewanie dla samego siebie zaprzyjaźnił się z komputerem. Godzinami wędruje po internecie, szukając osobliwych miejsc na innych kontynentach i zapomnianych płyt, a w nocy, siedząc przy laptopie, tworzy swoje opowiadania i powieści.

Od dzieciństwa prześladowany przez ostateczne wyroki. Wciąż ucieka przed przeznaczeniem, a powstające w ostatnich latach książki i fotografie są wyrazem i rezultatem tej ucieczki. Uzależniony od dalekich podróży, kolorów, twórczości Chopina, Skriabina, Radiohead, muzyki alternatywnej i etnicznej. Fotograf egzystencji prostych ludzi. Kilka miesięcy w roku spędza wraz z żoną na indywidualnie organizowanych wyprawach. Są gęste od zdarzeń i szaleńczych stanów świadomości. Bo trzeba przechytrzyć czas. Doświadczać i pisać. Obiektywem łapać inne światy.

        
Notka wczesniejsza:

 

Dzieciństwo spędził na krakowskim osiedlu: w szkole tysiąclatce, „pod blokiem” i w mieszkaniu przesiąkniętym zapachem farb olejnych i świeżo gruntowanego płótna.

Synestetyk szukający przyjaznych kształtów, gry światła, kolorów, harmonii dźwięków. Anglista, nauczyciel z pasji, od piętnastu lat przedsiębiorca w branży edukacyjnej, chcący udowodnić, że jeśli ma się zapał i upór, firmę można zbudować od zera.

Nie trawi: mięsa, gimnastyki, chodzenia na spacer, zakonnic, chleba-waty, objazdowych wycieczek grupowych, chodzić spać wcześniej, by wstać rano, kremów, gastroskopii, inżynierów i wojskowych, kondolencji, wyśpiewywania toastów, beretów na głowach, patek i pasków na płaszczach, odgarniania śniegu z podjazdu, zakopywania się na plaży w grajdołku, śmiać się z kawałów, dzielenia się opłatkiem, śniadania w łóżku.

Kocha: wszystkie języki obce, lata 70. w trójce, Morrisseya i the Smiths, rock peruwiański, opowiadania Williama Somerseta Maughama, fotografie sprzed stu lat, tajskie jedzenie, przebywać na Rynku Głównym, być kilka, kilkanaście tysięcy kilometrów od Krakowa…


Kolejna notka sprzed kilku lat:

 

Paweł Daniel Zalewski – rodowity krakowianin. Mężczyzna, któremu coraz szybciej przesypuje się między palcami cienka strużka piasku. Od początku życia prześladowany przez ostateczne wyroki. Debiutuje późno, gdyż zaczyna pisać dopiero, gdy musi stawić czoło najgroźniejszemu demonowi.

Śpieszy się. Synestetyk, więc świat odbiera, mieszając zmysły. Wychowany w domu, który mylił surrealistyczne kształty i plątał kolory. Pewnie dlatego ośmiesza bezbarwność i stereotypy. Dostrzega porowatą powierzchnię życia. Wyławia dźwięki, których inni nie chcą słyszeć. Fascynuje go brudna strona ludzkiej egzystencji. Na Kubie odwiedza najuboższe domostwa skryte w liściach tytoniu lub bananowca, z wyblakłym portretem Fidela na trzcinowej ścianie. W Bukareszcie usiłuje nakręcić film w kanale pełnym bezprizornych dzieci, potem na ich prośbę wącha klej i bezpowrotnie traci kamerę, a przytomność odzyskuje w obskurnym komisariacie. Na Sri Lance sam wyprowadza w pole sprytnych naciągaczy. Pokonuje "beach boys" ich własną bronią, wzbudzając powszechny respekt. Staje się honorowym gościem na ich uroczystościach rodzinnych. W jego obecności plażowi oszuści przestają się naprzykrzać turystom, a natarczywi "comission boys" na wszelki wypadek schodzą mu z drogi. W Rio de Janeiro zapuszcza się z aparatem fotograficznym do faveli, nie bacząc, że znajduje się w rewirze zamieszkałym przez notorycznych przestępców. Na czeskiej granicy, wzięty za niemieckiego seksturystę, został dotkliwie pobity przez cygańskich, pedofilskich stręczycieli. W Tunezji był uroczyście podejmowany wystawnym obiadem w domu byłego ministra finansów, wraz z żoną i córką i… dzięki nim, gdyż uroczystość odbyła się na cześć ich słowiańskiej urody. W Kairze pił słodką herbatę na płycie antycznego nagrobka, goszczony przez sześcioosobową rodzinę od lat zamieszkałą na cmentarzu. W Rumunii upił w ciągu długiej nocy wszystkich mężczyzn z biednej transylwańskiej wioski – postawienie stu butelek samogonu okazało się dla nich synonimem nieosiągalnego luksusu, a dla niego egzotyczną przygodą.

W poszukiwaniu śladów po swoim dziadku-zesłańcu wybiera się na daleki Sybir. Marzy o wyprawie na mongolski step, gdzie zje upieczonego na ogniu świstaka; podróży do kenijskich wiosek – w jednej z nich znajomy ma ratanowy dom z czarną jak mahoń służbą i moskitierą nad gościnnym łożem; do City of Guatemala, w którym co wieczór ciężarówki zgarniają z ulic ciała zmarłych za dnia. Na koniec uda się do Lhasy, gdzie może otworzy mu się trzecie oko albo uzdrowi go… asceza. Musi zmieścić te odległości w kurczącym się czasie.

Znak Ryb każe mu bezustannie utrzymywać się, jak rozbitkowi, na fali miotanej siłami przeciwnych sobie emocji, biegnących w dwie różne strony. Te przypływy i odpływy, tylko pozornie ze sobą skłócone, tworzą jego spójny świat. Artystyczny brak realizmu i beztroska atmosfera rodzinnego domu wyzwoliły w nim drapieżną życiową zaradność. Z powołania nauczyciel, z wykształcenia anglista, z rozsądku businessman. Niespodziewanie dla samego siebie zaprzyjaźnił się z komputerem. Godzinami wędruje po internecie, szukając osobliwych miejsc i zapomnianych płyt, a w nocy, siedząc przy laptopie, pisze swoje opowiadania i powieści. Ze słuchawkami na uszach. Odkrywa wykonawców wywodzących się z kręgu muzyki underground i niszowych twórców alternatywnego rocka. Zgłębia muzykę etniczną krajów, które zwiedza. Muzyka towarzyszy mu przez całe życie – pewnie dlatego, że wrodzona synestezja pozwala mu odbierać ulubione dźwięki kilkoma zmysłami naraz. Najchętniej czyta pozycje popularnonaukowe z dziedziny psychologii i medycyny oraz biografie niepokornych ludzi. Z beletrystyki najbardziej docenia Williama Somerseta Maughama, najchętniej w oryginale.

Jako numerologiczna jedynka w prowadzonym przez siebie przedsiębiorstwie kieruje się precyzją, rozsądkiem i realizmem. Od kilkunastu lat jest współwłaścicielem międzynarodowej firmy edukacyjnej. Więc także praktyczny zarządca. Żeby zaskoczyć samego siebie.

Już w sprzedaży » Recenzje i opinie « W sprzedaży » Recenzje i opinie « W sprzedaży » Recenzje i opinie «