Powieść autobiograficzna
40,00 zł
Opis
Recenzja
Przeżyć, zapamiętać, opowiedzieć. Recenzja książki „MUKA”.
„MUKA” Pawła Daniela Zalewskiego to wzruszająca i głęboko osobista narracja, która łączy
w sobie elementy życiorysu, wspomnień i refleksji nad przemijaniem. Zalewski, będąc
jednocześnie głównym bohaterem i narratorem, nie kryje swojej obecności w tekście. W
metaforycznym wstępie, który skutecznie zanurza czytelnika w poetyckim i
introspektywnym tonie utworu autor zaznacza, że latami gromadził różnorodne pamiątki,
takie jak fotografie, notatki czy listy, które stają się kluczowym elementem powieści.
Książka składa się z retrospekcji i refleksji głównego bohatera, który prowadzi czytelnika
przez różne etapy swojego życia. Początek skupia się na jego dzieciństwie przypadającym na
lata 60. XX wieku, przedstawionym jako czas niewinności i bujnej kreatywności, która
stopniowo spotyka ograniczenia narzucone przez system edukacji i oczekiwania społeczne.
Szkoła, będąca miejscem odkrywania własnej tożsamości, paradoksalnie zaczyna tłumić
niezwykle cenne dla bohatera fantazje i kreatywność. Ta część narracji jest najbardziej
rozbudowana i stanowi znaczącą część całej książki. Czytelnik ma okazję poznać Pawła od
najwcześniejszych lat jego życia.
Autor nie ogranicza się jednak tylko do swoich bezpośrednich wspomnień. W książce
znajdziemy również historie z okresu przed jego narodzinami oraz z czasów, gdy był zbyt
młody, by pamiętać wydarzenia, opowiedziane mu prawdopodobnie przez członków rodziny.
To sprawia, że opowieść staje się nie tylko osobistym zapisem życia bohatera, ale także
barwnym obrazem epoki i środowiska, w którym dorastał.
Nie brakuje również nastoletniego okresu życia Pawła, który po zakończeniu podstawówki
rozpoczyna naukę w renomowanym liceum. Bohater wówczas nie do końca czuje się
akceptowany przez rówieśników, co jest doświadczeniem typowym dla wielu młodych ludzi.
W tym okresie poznajemy również pierwsze miłości bohatera oraz śledzimy rozwój jego
pasji. Zalewski umiejętnie prowadzi nas przez przełomowe momenty w życiu bohatera i
umożliwia czytelnikom powrót myślami do chwil, gdy sami stawiali pierwsze kroki w
dorosłość, przeżywając podobne emocje i rozterki.
W dalszej części książki narracja przenosi nas w dorosłe życie bohatera, które zostaje
dramatycznie zmienione przez doświadczenie choroby nowotworowej. Rak, przedstawiony w
sposób metaforyczny i emocjonalny, staje się punktem zwrotnym, który wywołuje głębokie
przewartościowanie życia bohatera. Przemiana ta prowadzi go do ponownego odkrywania
pasji z przeszłości, podróży oraz powrotu do literatury, co jest symbolicznym powrotem do
zagubionych marzeń i aspiracji.
Od tej pory opowieść skupia się na kilku kluczowych wydarzeniach rozgrywających się w
latach 2002–2023. Są to m.in. pobyty w szpitalu, operacje, podróże czy śmierć rodziców –
najpierw matki, a potem ojca. Jednak interesującym aspektem narracji jest obecność
dorosłego Pawła przez całą książkę. Jego postać często powraca, wnosząc refleksje i
komentarze dotyczące wpływu przeszłości na teraźniejszość. Ta wielowarstwowa struktura
narracyjna pozwala czytelnikowi na głębsze zrozumienie, jak doświadczenia z różnych
etapów życia kształtują tożsamość i światopogląd bohatera.
W trakcie lektury czytelnik stopniowo zagłębia się w życie i osobowość głównego bohatera,
odkrywając jego kolejne cechy charakteru oraz wnikając w zawiłości jego psychiki i emocji.
Jednak, mimo że narrator często znajduje się centrum opowieści, książka ta w rzeczywistości
maluje obraz całej rodziny Zalewskich i osób z ich najbliższego otoczenia. W życiu małego
Pawełka szczególne miejsce zajmują rodzice, choć jako dwa osobne byty, mama i tata, a
także dziadkowie czy Przemek, z którym łączyła go krótka, acz wyjątkowa przyjaźń. Na
dalszych planach mamy również wujostwo, sąsiadów, znajomych rodziny, a nawet
wokalistkę Korę!
Każdy rozdział książki to inna historia, inny wątek. Autor lawiruje w nich między różnymi
okresami, więc brakuje wyraźnie zarysowanej linii czasowej. Niekiedy określono czas
wydarzeń przez podanie roku lub dekady, czasem za pomocą jakiegoś istotnego wydarzenia
np. rozpoczęcie produkcji fiata 126p, jednak nie zawsze odnajdziemy takie wskazówki.
Choć opowiadania tworzą spójną całość, to brak sztywnej chronologii sprawia, że każde z
nich mogłoby funkcjonować również jako samodzielny tekst. Dzięki temu pozycję
Zalewskiego można by czytać na dwa sposoby niczym „Grę w klasy” Julio Cortazara, nie
gubiąc się przy tym w fabule.
To, co mnie w „MUCE” urzekło najbardziej, to sposób, w jaki bohater dokumentuje życie i
swoje doświadczenia. Zalewski poprzez zapisywanie, fotografowanie i kategoryzowanie
swoich przeżyć próbuje nadać im trwałość i znaczenie. Ta kronikarska pasja staje się dla
niego sposobem na porządkowanie świata i własnych wspomnień. Książka staje się nie tylko
osobistą opowieścią, ale także refleksją nad znaczeniem niektórych przedmiotów. To moim
zdaniem jedna z najwyraźniejszych cech głównego bohatera i zresztą całej jego rodziny. W
książce znajdziemy liczne cytaty z listów, zapisków z zeszytu matki, czy nawet urzędowych
dokumentów, należących do różnych osób i być może przekazywanych z pokolenia na
pokolenie.
Paweł Daniel Zalewski wykorzystuje bogactwo detali, aby stworzyć żywy i realistyczny
obraz świata przedstawionego. Ta technika jest kluczowa dla całej narracji i przyczynia się do
wyjątkowego doświadczenia czytelniczego. Opisy kolorów, zapachów czy tekstury
sprawiają, że czytelnik może niemal fizycznie odczuwać opisywane miejsca i atmosferę.
Jednak to nie wszystko. Zalewski również doskonale oddaje ducha epoki, w której odgrywa
się większość wydarzeń – lata 60. i 70. XX wieku. Opowieść jest nasycona kulturą i
mentalnością tamtego okresu – od muzyki i modę przez wydarzenia historyczne (np.
lądowanie ludzi na Księżycu) po zwyczajne elementy codziennego życia (mleko w szklanej
butelce czekające pod drzwiami, saturatory z wodą z syropem).
Jednak oprócz wiernego obrazu minionych dekad autor umiejętnie łączy doświadczenia
charakterystyczne dla tamtego okresu z tymi uniwersalnymi, które są wspólne dla wielu
pokoleń. Gry dziecięce, jak gra w klasy i skakanie przez gumę, odkrywanie własnej
tożsamości, walka o zainteresowanie rodziców, pierwsze przyjaźnie czy miłości – to
doświadczenie niemal nieuniknione w procesie dorastania, zwłaszcza przed erą Internetu.
Czytając więc wspomnienia autora, wielu czytelników może popaść nostalgię i z powrotem
zatopić się we własnym dzieciństwie.
Innym istotnym zabiegiem, który wzbogaca narrację, jest wykorzystanie kilku punktów
widzenia, co stwarza wielowymiarowy obraz świata przedstawionego, odzwierciedlający
złożoność ludzkich doświadczeń. Poznajemy głównego bohatera na różnych etapach jego
życia – od dzieciństwa, przez młodość, aż po dorosłość. Każdy z tych okresów
charakteryzuje się innym bagażem doświadczeń i innym postrzeganiem świata, a to pozwala
czytelnikowi na lepsze zrozumienie ewoluującej tożsamości postaci.
Zdarza się niejednokrotnie, że po latach w życiu bohatera pojawiają się osoby z przeszłości,
np. kiedy wymienia maile z przyjacielem z dzieciństwa, Przemkiem, lub kiedy w szpitalu
spotyka koleżankę z dawnej klasy. Obserwujemy wówczas zmianę bohatera, jego
dojrzewanie i zmianę sposobu myślenia. To już nie są dla niego te same osoby, tym razem
dobiera je zupełnie inaczej, nie tak infantylnie. Już nie jako Pawełek, a pan Paweł Zalewski.
To nie tylko dodaje wielowymiarowości postaci, ale także pozwala czytelnikowi na głębsze
zrozumienie i empatię względem różnych aspektów ludzkiego życia.
Książka „MUKA” ma zdecydowanie wiele atutów. To naprawdę ciekawe doświadczenie
czytelnicze, które pochłania odbiorcę, skłania do refleksji i pobudza wyobraźnie. Na
pierwszy rzut oka widać, że jest starannie skonstruowana i dopracowana. Chciałabym jednak
zwrócić uwagę także na kilka aspektów, które należałoby dopracować przed wydaniem
utworu, aby uczynić lekturę przyjemniejszą dla odbiorców, bardziej klarowną i płynniejszą.
Przede wszystkim – choć wyrażam głębokie uznanie dla pięknej stylistyki i poprawności
językowej – uważam, że książka skorzystałaby na dodatkowej redakcji i korekcie. Niektóre
zdania wydają się nieco zbyt długie, co może niepotrzebnie skonfundować czytelnika. Tak
samo miejscami sugerowałabym uproszczenie języka, zachowując wyjątkowy styl autora.
Jeżeli zaś chodzi o korektę, istotne wydaje się przeanalizowanie tekstu głównie pod
względem interpunkcji oraz ewentualnych literówek. Drobne poprawki zdecydowanie
podniosłyby jakość książki, czyniąc ją bardziej przystępną dla odbiorców.
Kolejna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę przed wydaniem, są przejścia czasowe w
narracji. Jak wspomniałam wcześniej, w niektórych rozdziałach ramy czasowe są wyraźnie
określone, w innych są jednak mniej jasne lub brak ich zupełnie. Zdarzało się, że nie było dla
mnie oczywiste, na jakim etapie życia znajduje się główny bohater lub jakie są okoliczności
danej sceny. Myślę, że bez wyraźnych wskaźników czasowych, czytelnik może napotkać
trudności w śledzeniu wątków fabularnych. Odpowiednie zarządzanie przejściami
czasowymi i spójne przejścia są niezbędne dla utrzymania płynności i koherencji narracji.
Na koniec chciałabym zasugerować autorowi kwestię optymalizacji długości rozdziałów.
Kilka rozdziałów znacząco wyróżniało się długością, co wpływa na ogólny rytm narracji.
Moim zdaniem delikatne skrócenie najdłuższych fragmentów korzystnie wpłynie na tempo
opowieści i utrzyma nieprzerwane zaangażowanie czytelnika. Długość rozdziałów ma
znaczący wpływ na tempo narracji i zaangażowanie czytelnika, umożliwiając lepsze
zarządzanie napięciem narracyjnym i zapewniając regularne ‚odetchnienia’ w trakcie lektury.
„MUKA” Pawła Daniela Zalewskiego zdecydowanie zasługuje na uwagę. Autor z niezwykłą
wrażliwością i umiejętnością tworzy wielowarstwową narrację, która przenosi czytelnika w
różne okresy życia głównego bohatera, jednocześnie oferując bogactwo detali i głębię
emocjonalną. Choć książka wymaga drobnych poprawek, posiada wartość artystyczna. Jest to
nie tylko zapis osobistych wspomnień autora, ale także uniwersalna opowieść o dorastaniu,
przemijaniu i poszukiwaniu własnej tożsamości. To książka, która zmusza do refleksji i
pozwala czytelnikowi na chwilę nostalgii, niezależnie od własnych doświadczeń życiowych.
Warto zatem zanurzyć się w ten wyjątkowy świat, aby doświadczyć pełni emocji, które niesie
ze sobą ta opowieść. Lektura z pewnością zostanie zapamiętana i doceniona przez
miłośników głębokiej, introspektywnej prozy.
Streszczenie
„Muka” nie jest typową autobiografią, jakich wiele, w której autor chronologicznie opisuje każdy najdrobniejszy detal ze swojego życia. Akcja książki dzieje się na kilku płaszczyznach i w różnym czasie. To książka pełna kontrastów i niuansów.
Dzieciństwo syna znanej malarki i nie mniej znanego profesora ASP wyróżniało się na tle losów innych dzieci wychowujących się na krakowskim osiedlu w czasach słusznie minionych. Z jednej strony ukazano szarość PRL-u i mrożące krew w żyłach wydarzenia, które wstrząsnęły całą Polską. Z drugiej zaś znajdujemy opis beztroskich wakacji na wsi, nawiązywania dziecięcych przyjaźni i rozwiązywania problemów w relacjach z dorastającymi rówieśnikami, fascynację życiem hipisów. Mamy zarówno wgląd w problemy małżeńskie rodziców, jak i dowody rodzicielskiej miłości, niekiedy wzruszającej, najczęściej neurotycznej. Mieszkanie, w którym wychowywał się autor, wypełnione sztuką, odstawało od innych mieszkań krakowskiego blokowiska, gdzie prości ludzie zmagali się z typowymi problemami. Artystyczne korzenie autora niejako sprawiły, że czuł się on wyobcowany i szukał schronienia we własnej wyobraźni. To historia o potrzebie kontaktu i poszukiwaniu bliskości z rodzicami i o tym, jak relacje między nimi wpłynęły na młody umysł autora i jak położyły się cieniem na jego dorosłym życiu.
Jednak „Muka” to coś więcej niż tylko historie z dzieciństwa autora okraszone bogatymi opisami Krakowa zmieniającego się na przestrzeni czasów. To również opowieść o dorosłości i o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy usłyszy wyrok śmierci. Z kart książki wylewają się oniryczne opisy na temat tego, co rozgrywa się w umyśle autora, gdy staje twarzą w twarz z przeznaczeniem.
Przemyślenia dotyczące upływu czasu i sensu życia są główną osią „Muki”. Lawirujemy między meandrami umysłu pisarza dzielącego się swoimi rozważaniami, wspomnieniami i spostrzeżeniami na różne tematy.
Recenzje
Janusz M. Paluch – Najważniejszy na świecie Pawełek…
25 czerwca 2024 13/2024 Rok 2024 Nr 563 pisarze.pl
Najnowsza książka Pawła Daniela Zalewskiego, anglisty, pisarza, podróżnika i fotografika, na pewno zaskoczy czytelników. Po trzech opasłych tomach „Album Zalewskich” – w których doskonale udokumentowane zostały, nie tylko fotograficznie, dzieje ekspatriowanej ze Lwowa do Krakowa rodziny Zalewskich, ale i Macedońskich, ukazała się autobiograficzna opowieść „Muka” (Wydawnictwo Astra, Kraków 2024). Nie będę tłumaczył skąd się wziął tytuł, bo chyba wszyscy sięgający po książkę mieli wątpliwą przyjemność być wkręconymi w tę głupawą zabawę… A jeśli ktoś nie wie, to może ma szczęście i po lekturze książki zostanie uświadomiony, na czym polega „muka” i inne tego typu zabawy – choćby: „Ty jesteś fajne chłopisko…”, jakimi nękali w szkole starsi uczniowie słabszych i młodszych. Autor zabiera nas do swego świata, który – dzięki doskonałej pamięci – odtwarza obrazowo, opisuje pełne dramatyzmu wydarzenia, przytacza dialogi. Czasem trudno stwierdzić, czy mamy do czynienia jeszcze ze wspomnieniami, czy już z fikcją literacką. Jeśli czytaliście jego powieść „Bez pamięci”, w którą wplecione zostały dramatyczne wątki biograficzne Zalewskich, przekonaliście się, że autor jest specjalistą w przyrządzaniu takiej mikstury.
Pamiętacie książkę Antoniego Libery „Madame”? Niezwykle wzruszające wspomnienia czasów formowania się młodego człowieka, jego fascynacji i wielkiej miłości do profesorki nazywanej przez uczniów Madame. Podobny klimat znajdziecie w książce Pawła Zalewskiego. „Muka” jest bardzo osobistą książką. Autor na jej stronach dokonuje bezwzględnej wiwisekcji samego siebie, swojej rodziny, ale i znajomych, jakich napotyka na swej życiowej drodze. Nie ma litości! Wszak jest jedynakiem, któremu wszystko buło wolno. Pochodzi z rodziny artystów. Jego podwórkowi koledzy mawiali, że ma „dzikich rodziców”. Mama, to znana artystka malarka – Wanda Macedońska, siostra poety i rysownika związanego z tygodnikiem „Przekrój”, opozycjonisty – Adama Macedońskiego, który jest Honorowym Obywatelem Miasta Krakowa. Ojciec – prof. Władysław Zalewski, syn legendarnego lwowskiego cukiernika, znany konserwator zabytków, od studiów do emerytury związany z krakowską Akademią Sztuk Pięknych. Co ciekawe – obydwie rodziny to ekspatrianci, wyrzuceni ze Lwowa, zmuszeni od zera zaczynać życie w nowych, niezwykle trudnych warunkach w Krakowie. Poznali się jako studenci krakowskiej ASP, a Paweł był owocem ich miłości. To była trudna miłość, ale dotrwali do później starości.
Jak wspominałem, autor „Muki” był jedynakiem. Przyszedł na świat w okresie, kiedy panował trend hartowania dzieci – także uczuciowego. Lekarka, która przyszła obejrzeć niemowlaka miała powiedzieć jego mamie: „Obowiązuje nowy trend wychowywania niemowlaków. Nie wie pani? Zimny chów!… Nie, to nie zwykła moda. Są wytyczne wprost, zarządzenie – kontynuowała ostro – aby dzieci nie przytulać. Nie całować. Tak się teraz robi. Mają sobie radzić same, hartować się, być silne. Koniec z noszeniem na rękach, tuleniem, całowaniem. Mama posłuchała. Była karna i do tego ufała medycynie.” Nie był więc dopieszczany, nie był przytulany. Czy później jako jedynak był rozpuszczany? Chyba nie – miał za to dużo wolności, rozsądku jedynaka i wyrozumiałych rodziców. Dlatego, gdy podczas seansu bioenergoterapeutycznego, nie mogąc pozbyć się w 2015 roku przez kilka miesięcy choroby gardła, tkwiąc w półśnie, usłyszał szeptem wypowiedziane słowa: „Jesteś dla mnie najważniejszy na świecie, synku”. I wtedy stało się coś niewiarygodnego… „W jednej chwili łzy napłynęły mi do oczu i trysnęły fontannami (…) Płynęły, gdy skończył się seans, gdy wracałem autem do domu i nadal wieczorem, gdy wróciła Asia. (…) Tymczasem coś się otworzyło i wychodziło ze mnie. (…) W ciągu kolejnych paru dni moje dolegliwości związane z głosem i gardłem przeminęły. Odrzuciłem tabletki (…). Tej nocy zapisałem tę złotą myśl na opakowaniu pastylek strepsils, bo taki kawałek papieru miałem wówczas pod ręką. Żeby nigdy nie zapomnieć tych słów – dla mnie najważniejszych. To moja relikwia. Po raz pierwszy w życiu usłyszałem zapewnienie o bezwarunkowej miłości. Rodzicielskiej. Miałem wtedy pięćdziesiąt sześć lat. Mamo, Tato, nie dało się wcześniej?”.
Choroby towarzyszą autorowi przez całe życie. Chorowity był w dzieciństwie, ocierając się już wtedy o ostateczność. Cudem uszedł z życiem w dojrzałym wieku. Ciężka operacja. Trudne rokowania. Wtedy podjął dość radykalną decyzję o odstawieniu lekarzy i zmianie trybu życia. Pewnie wtedy narodził się też podróżnik zwiedzający nieoczywiste miejsca na świecie. Z jednej strony te podróże mają być ucieczką przed śmiercią. Z drugiej – prowokują ją… Sięgnijcie do jego albumów fotograficznych, gdzie opowiada głównie obrazami, ograniczając słowo do minimum… „W Nepalu mógłbym nie zauważyć własnej śmierci, przegapić ją. Nad rzeką, podobnie jak nad Gangesem i wieloma innymi rzekami kultury hindu, życie i śmierć to jedno. Płynne przejście jednego stanu w drugi. Śmierci można nie zauważyć.” – zwierza się nam. A w finale swej opowieści, nie ukrywa, że ma zamiar zwiedzić jeszcze kawał świata i chciałby „zasnąć na zawsze podczas jednej z takich zapierających dech podróży. Gdyby nie „świadomość wyprzedzająca” właściwa człowiekowi, śmierci można by się nie bać. Życie okazuje się bezcelowym procesem. Dlatego biegnę goniąc chwilę która właśnie mija”…
Obserwujemy dzieciństwo i dojrzewanie młodego człowieka. Pierwsze lata spędzone w mało komfortowych warunkach przy ul. Katarzyny, potem w mieszkaniu spółdzielczym przy ul. Wieczysta, gdzie nieopodal jest szkoła podstawowa. W końcu V Liceum Ogólnokształcące im. Witkowskiego, a w finale studia w Uniwersytecie Jagiellońskim, kierunek – wymarzona filologia języka angielskiego. Niezwykłe zainteresowania rozbudzają ciekawość i ambicje młodego człowieka, a brak rodzeństwa i wyobcowanie jedynaka w szkole – śmiałość w stosunku do znajomych i przyjaciół rodziców, uprawiających niezwykłe przecież zawody. Są wśród nich plastycy, konserwatorzy, pisarze, nawet politycy… W końcu Władysław Zalewski kończył najlepsze krakowskie liceum im. Nowodworskiego! Niezwykłe zainteresowania Pawła, choćby prezydentami USA, których życiorysy znał na przestrzał, idące za tym lektury książek „indiańskich”, podejmowanie prób pisania powieści od wczesnych lat dzieciństwa, prowadzenie dzienników… „Dlaczego już wtedy przekonywałem wszystkich, że będę pisał?” – Czytamy w książce. – „Dlaczego od siódmego roku życia niezmordowanie składałem koślawe litery w słowa, słowa w pokraczne zdania, a zdania łączyłem linią naiwnej nieudolnej fabuły, zapełniając tymi najważniejszymi na świecie gryzmołami całe zeszyty o niebieskich okładkach? Spełniałem warunek podstawowy. Byłem wyalienowanym jedynakiem: bliżej siebie niż grona rówieśników.” A w latach późniejszych wsłuchiwanie się w muzykę nadawaną przez Radio Luxemburg (ach, któż w naszym wieku tego radia nie słuchał!), fascynacje radiową „Trójką”, nagrywanie muzyki na magnetofon, prowadzenie własnych list przebojów, pasja fotograficzna! Zakochiwał się, marzył… A babcia Zalewska mawiała: „Niech jak najdłużej będzie dzieckiem”. I był… „Jeszcze w trzeciej czy czwartej klasie wierzyłem w Świętego Mikołaja, jeszcze w szóstej nie zadałem sobie pytania, skąd się biorą dzieci, a w ósmej nie byłem pewien czy mam testosteron. Łudziłem się, że jestem doskonały i kochany za sam fakt istnienia. Nagle okazało się, że aby wejść w grupę trzeba sprostać wyzwaniom. (…) Dotąd chodziłem bez maski i bez ukrywania jaki jestem. Dopiero w liceum dowiedziałem się, że można i trzeba inaczej: stwarzać pozory, maskować się, grać role, zgrywać się, zwodzić i oszukiwać. Nie znałem tego. Wkładanie innej twarzy? Na tym właśnie polega dojrzewanie, a potem dorosłość?” – pisze.
Książkę czytałem z zapartym tchem, wszak to wspólne lata! No dobrze – jest autor kilka lat ode mnie młodszy. Ale jego Kraków lat szkoły średniej i studiów, był też już moim Krakowem. Byłem zafascynowany Wiślicą, którą odkrywałem na stronach książki Pawła Jasienicy „Słowiański rodowód”, a Marek Eminowicz ( o którym z taką atencją, jako jednym z niewielu prawdziwych nauczycieli, dla których miał poważanie, pisze Paweł Zalewski w książce) był też moim nauczycielem historii, układającym i szlifującym mą wiedzę przed egzaminami wstępnymi na archeologię. Może nie prowadziłem tak bujnego „imprezowego” życia, ale też „świętoszkiem” nie byłem… Jak więc nie zachwycać się „Muką?! Oddając się lekturze, niemal od pierwszej strony, wciśnięty w fotel, marzyłem, by ta książka za szybko się nie skończyła. Szczęśliwie, to prawie sześćset stron opowieści wzruszających i poruszających! Pięknych, czasem zabawnych – choć opisujących okrucieństwo szkolnych dzieciaków. Wspomnień z różnych stron i czasów – bo z dzieciństwa wakacje w Koninkach, czy w Wiślicy, pierwszy pobyt nad morzem… I te późniejsze, kiedy autor dociera do miejsc tak egzotycznych i nieoczywistych. I radość i duma z pierwszego samochodu! Tej euforii i szczęścia dzisiaj – kiedy w domach bywa po kilka samochodów – nikt już chyba nie jest w stanie zrozumieć i zaznać.
Janusz M. Paluch
Paweł Daniel Zalewski, „Muka”, Wydawnictwo Astra, Kraków 2024
Spodziewałam się, że przeczytam historie z dzieciństwa autora. Później okazało się, ze są one okraszone bogatymi opisami Krakowa zmieniającego się na przestrzeni czasów. W drugiej części z kart książki wylały się oniryczne opisy na temat tego, co rozgrywa się w umyśle autora, gdy staje twarzą w twarz z przeznaczeniem.Przemyślenia dotyczące upływu czasu i sensu życia są główną osią „Muki”.I to one, moim zdaniem, świadczą o jej wartości.
Muka” ma w sobie coś z pisarstwa Jerzego Kosińskiego. Podobny, „gęsty” styl, kontrasty i życie opisywane bez półśrodków. Zaduma nad ludzką egzystencją, mijającym czasem i konsekwencją dokonywanych wyborów.
Ogromna odwaga w burzeniu zastanego porządku przeszłości. Opowieści z dzieciństwa i dorastania zastygłe w półśnie i nie-czasie, niczym komar w bursztynie.
Paweł Daniel Zalewski opisując dzieje swojej rodziny jest nieposkromiony, bardzo szczegółowy, co stwarza wrażenie powieści iście monumentalnej, pełnej rozbuchanego ognia i nagłych studzeń.
Jako jedynak, wychowany w artystycznej rodzinie (rodzice: Wanda Macedońska – znana malarka i prof. Władysław Zalewski – wybitny konserwator zabytków, profesor ASP), Zalewski jest do cna przesiąknięty inteligenckim środowiskiem, wyborami i autorytetami.
Chowany zgodnie z wytycznymi tzw. „zimnego chowu”, otoczony jednak bezwarunkową wolnością i środowiskiem rodziców, nie jest młodym typem towarzyskim, a rówieśnicy, którzy zresztą sprawiają mu wiele przykrości i zawodów, nie zwyciężą nigdy ze środowiskiem tuzów odwiedzających dom rodziców pisarza. Sam od najmłodszych lat wszedł w świat pisania, będąc jednocześnie namiętnym czytelnikiem, a dorastając wśród takich ludzi, można było mieć rozbuchane ambicje, nawet jeśli okresowo przerywane banalnością codzienności.
Niebywała pewność, niezłomność w dążeniu do celu, przekonanie co do świata, jaki tworzy, indywidualność ponad wszystko, momentami lekka, ale niegroźna bufonada („Byłem zdeterminowany swoją osobowością, własnym kodem życia: genetyczno-środowiskowymi uwarunkowaniami”).
Podróż to przez lata zaiste barwne, ważne miejsca w Polsce i na świecie, rozmowy z mocnymi figurami w rodzinie, rozpiętość uczuć. Dorastanie w Krakowie; mityczne miejsca z czasów PRL-u: Koninki, Wiślica, pierwsze spotkanie z samym morzem, groźna choroba- widmo śmierci. Pasja i rozpacz życia. Dialogi momentami naznaczone pilchową frazą i egzystencjalnym smutkiem.
Osobiście bardzo poruszył mnie rozdział „Drugi Chopin”, ogniskujący cały kunszt literacki Autora na kilku stronach; wyczułam te mityczne, „blokowe”, kiedyś tak ważne i pielęgnowane przez nas wszystkich kontakty międzyludzkie, beztroskę życia w cieniu bezpiecznego sąsiedztwa, wspólnotę marzeń, zdarzeń, przeżywania tragedii, która na jakiś czas łączy nawet przez ściany niby obce sobie osoby…
To przepiękna opowieść naznaczona wszystkimi życiowymi odcieniami uczuć i emocji. Pamiętnik „z kluczem”, z tytułem do zabawy i odgadnięcia.
A czy na końcu Zalewski mógłby powiedzieć: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”? Czy ustrzegł siebie…? “That’s ok. I’ll make my way somehow. Do not worry”.
Monika Plaszczyk-Gromczyk
Młodszy Czytelnik skorzysta z lektury „Muki” jako opowieści o czasach zasłużenie minionych, które zna jedynie z opowieści rodziców i dziadków.
Dojrzalsi Czytelnicy będą mogli utożsamić się z głównym bohaterem, sięgając pamięcią do własnych zabaw przy trzepaku i szkolnych zwyczajów. To także bogaty obraz Krakowa na przestrzeni lat.
„Muka” to niezwykła powieść autobiograficzna, napisana piękną polszczyzną, mądra i poruszająca, której lektura jest czystą przyjemnością i dobrze spędzonym czasem.
Gdyby był Pan celebrytą: aktorem, znanym politykiem, książka ta stałaby się bez wątpienia bestsellerem. A tak pozostaję ucztą, ale dla grona wiernych Pana fanów.
Małogorzata Feldek, Mysłowice
Przed chwilą skończyłam czytać kolejną wspaniałą książkę mojego Taty. Dużo w niej wspomnień, głównie tych trudnych związanych z odejściem moich najbliższych, tak bardzo bliskich, że bliżej się nie da… łzy spływają po moich policzkach. To łzy wzruszenia i tęsknoty. To podziw dla mojego taty, jak niesamowitą umiejętność posiada składania słów w piękną całość, która potrafi bawić i wzruszać w jednym zdaniu. Płaczę za ludźmi, którzy byli nam tak bardzo bliscy, płaczę nad naszymi traumami rodzinnymi i wzruszam się umiejętnością znalezienia w sobie wrażliwości na piękno, nad umiejętnością docenienia barw, smaków i zapachów.
Odkąd pamiętam byłam uwrażliwiana na symetrię, kolory i uczona jak tworzyć atmosferę ciepła i przytulności oraz jak pielęgnować w sobie tą część delikatnego, uczuciowego, empatycznego wrażliwego człowieka.
Tato, dziękuję za kolejny tom mojej rodzinnej Biblii.
Każdy z nas coś daje światu. Kto jest wtajemniczony to zrozumie zdjęcie przy moim poście i dopowie sobie jak chcemy się przysłużyć innym i sobie zarazem. To, że dajemy ukojenie, że karmimy czyjaś duszę kolorem, słowem, dźwiękiem to daje nam siłę i energię do kolejnego tworzenia i wspierania.
Przede wszystkim – choć wyrażam głębokie uznanie dla pięknej stylistyki i poprawności językowej – w paru miejscach zgubiłam się w przejściach czasowych w narracji. Jak wspomniałam wcześniej, w niektórych rozdziałach ramy czasowe są wyraźnie określone, w innych są jednak mniej jasne lub brak ich zupełnie. Zdarzało się, że nie było dla mnie oczywiste, na jakim etapie życia znajduje się główny bohater lub jakie są okoliczności danej sceny. Myślę, że bez wyraźnych wskaźników czasowych, czytelnik może napotkać trudności w śledzeniu wątków fabularnych. Może jestem przyzwyczajona do zwykłych książek?
Marta
„MUKA” Pawła Daniela Zalewskiego zdecydowanie zasługuje na uwagę. Autor z niezwykłą wrażliwością i umiejętnością tworzy wielowarstwową narrację, która przenosi czytelnika w różne okresy życia głównego bohatera, jednocześnie oferując bogactwo detali i głębię emocjonalną. Jest to nie tylko zapis osobistych wspomnień autora, ale także uniwersalna opowieść o dorastaniu, przemijaniu i poszukiwaniu własnej tożsamości. To książka, która zmusza do refleksji i pozwala czytelnikowi na chwilę nostalgii, niezależnie od własnych doświadczeń życiowych. Warto zatem zanurzyć się w ten wyjątkowy świat, aby doświadczyć pełni emocji, które niesie ze sobą ta opowieść. Lektura z pewnością zostanie zapamiętana i doceniona przez miłośników głębokiej, introspektywnej prozy.








Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.